sobota, 25 lipca 2015

Azja - Gruzja - Signagi, czyli miasto miłości

Wizytę we wschodniej części Gruzji warto zaplanować na koniec podróży. Dlaczego? Kachetia to leniwa kraina wina, śpiewu i odpoczynku. 

Upalne popołudnie w Signagi. fot. Sabina Piłat

Gruzińskie Miasto Miłości

- Signagi is the city of love! - powiedziała niemal w pierwszym zdaniu Nato, właścicielka guesthousu, w którym się zatrzymaliśmy.
- Jak to miasto miłości? Dlaczego?
- W naszym ratuszu 24 godziny na dobę można wziąć ślub.
- Naprawdę?
- Tak. Wystarczy 50 lari i paszport. 
Signagi - miasto miłości. fot. www.niwicz.pl
Nie wzięliśmy ślubu, choć przez długą część spaceru zastanawialiśmy się, jak to wygląda z prawnego punktu widzenia. Po rozmowach doszliśmy do wniosku, że podobnie, jak w Vegas ślub wziąć można.. tylko ważny w Polsce to on akurat nie będzie.

Miasteczko na wzgórzu

Signagi (Sighnaghi) leży na wzgórzu gór Gombori, a otaczają je niziny. Przewodniki opisują je jako jedno z najpiękniejszych miast Kachetii. Zaraz po wjeździe do miasta i spędzeniu pół godziny na jeździe wyjątkowo krętą drogą uderza odmienność. Wszystko na ulicach wydaje się takie... uporządkowane, czyste i odnowione. Jak się okazuje rzeczywiście przeznaczono tutaj duże sumy na odrestaurowanie budynków. Kachetyjskie ażurowe balkony, kilkusetletnie kamienice i klasztor Bodbe mają przyciągać turystów. Tak też się dzieje. Za dnia uliczki zapełniają się przyjezdnymi, którzy w upale patrzą i podziwiają. Wieczorem miasto pustoszeje, turyści, którzy wpadli tu na kilka godzin z Tbilisi znikają, milkną hałasy quadów i ci, którzy zostają mogą w ciszy delektować się winem i odkrywać, że piękno miasta jest trochę pozorne i widać ja przy głównych ulicach. W rzeczywistości domy i podwórka nie są zbyt zadbane, mieszkańcy do najbardziej pracowitych chyba nie należą, a wszechogarniające letnie lenistwo udziela się wszystkim.

Kachetyjskie balkony. fot. www.niwicz.pl

Tourist Track 

Szlak turystyczny wiedzie w kierunku murów obronnych miasta. Mają one niemal 5 kilometrów długości. Można się po nich przespacerować, wejść do kilku całkiem nieźle trzymających się baszt i podziwiać widoki.

Tourist trail. fot. Sabina Piłat

Ciekawą sprawą związaną z murami jest to, że nie otaczają one miasta lecz fragment wzgórza. Podobno w czasie zagrożenia okoliczna ludność ze zwierzętami po prostu się za nie miała przenieść i schronić w ten sposób przed nieprzyjacielem, a także obrzucać go z murów kamieniami.

Jedna z baszt. fot. Sabina Piłat
Mury obronne Signagi. fot. Sabina Piłat

Klasztor Bodbe 

Święta Nino, która w IV wieku przyniosła Gruzji chrześcijaństwo jest w Bodbe widoczna na każdym kroku. Podobno jest to miejsce jej śmierci, można więc zobaczyć jej grób oraz oczyścić się z grzechów w świętym źródełku.

Droga do świętego źródełka. fot. www.niwicz.pl
W czasie zwiedzania udajcie się do mniejszego kościółka na wzgórzu. To on jest "prawdziwy". Wielki, który widać już z drogi jest zupełnie nowy i właśnie kończą jego budowę. Wszystko otaczają pięknie zadbane ogrody, którymi przez cały dzień zajmują się siostry zakonne.
Skorzystaliśmy z kąpieli w "Holly Spring" świętej Nino. Nasza gospodyni powiedziała, że to niemal konieczne.
- You go there! Three times in water! - mówiła nam pokazując, że należy zanurzyć się całkowicie, co później okazało się wcale nie tak proste. - Your wish true! Your wish true!
W ten sposób zachęciła nas do pomyślenia życzenia i zanurzenia się w źródełku. Aby do niego dojść, trzeba pokonać około kilometr schodami i leśnymi ścieżkami w dół. Można też dojechać samochodem, od drugiej strony, gdyby ktoś z was nie mógł chodzić po schodach. Docieramy do małego kamiennego budynku, przed którym siedzi siostra. Ta, którą spotkaliśmy, była wyjątkowo znudzona i nie chciało jej się nawet tłumaczyć, o co w tym wszystkim chodzi. Na szczęście Gruzin, który przywiózł małą wycieczkę wszystko nam wytłumaczył.

Źródło świętej Nino. fot. Sabina Piłat
Kupujemy białą szatę za 10 lari(!). Wchodzimy za kotarę. Osobno kobiety, osobno mężczyźni. Rozbieramy się. Zdejmujemy wszystko. Zakładamy tylko szatę. I teraz do wody. Trzy razy. Schodzimy po schodkach. Zanurzamy się. Wychodzimy z drugiej strony. Znów po schodkach. Zanurzamy się. itd.
Szata do kąpieli w źródle. 
Woda sięga do pasa i jest bardzo zimna. Po pierwszym zanurzeniu, które może przyprawiać o bóle w klatce piersiowej, pewnie połowa ludzi myśli:
- Żebym to przeżył!
Wychodzą stamtąd żywi. Święta woda zadziałała. Życzenie się spełniło.

Źródło czynne w godz. 10-17. fot. Sabina Piłat

Widoki

Jednego Signagi nie można odmówić. Położenia i pięknych widoków. Wracając z klasztoru Bodbe warto zatrzymać się pod drodze na kawę lub piwko w barze Kanudosi leżącym dokładnie naprzeciw miasta. Delektować się pięknym krajobrazem i odpocząć po dwukilometrowym spacerze z klasztoru. Ceny przyzwoite, a zawieszony na skale taras sprawia, że aż chce się tam posiedzieć.

Signagi. fot. www.niwicz.pl

Cmentarz

Warto poświęcić chwilę i wybrać się na spacer na wzgórze, na którym znajduje się cmentarz. Cmentarze gruzińskie w niczym nie przypominają tych, które widuje się w Polsce. Ten pełen jest drzew, dość zaniedbany, jakby nikt się o niego nie troszczył. Grobowce rodzinne przypominają małe ogródki z płytami, na których są wyryte wizerunki zmarłych. Obrazy te zawierają z reguły coś charakterystycznego dla danej osoby, warto się im przyjrzeć. Przy wielu grobach spotkacie też stoliki i ławeczki, przy których zasiada rodzina.

Cemnatrz w Signagi. fot. www.niwicz.pl
- Wiecie, że gdy w mieście nie było wody, to mieszkańcy chodzili po nią właśnie na cmentarz? Tam zawsze jest. Teraz latem, miejska woda jest w kranach tylko przez 2 godziny. Ludzie tutaj nie mają umiaru, lali ją bez opamiętania. Władze postanowiły to ukrócić i włączają wodę tylko pomiędzy 18 a 20. 
Opowiedział nam Piotr, który razem z żoną Celiną przeniósł się do Gruzji. Zostawili swoje życie, pracę na poczcie w Olsztynie, kupili dom w Signagi i właśnie uruchamiają swój Guest House zwany przez miejscowych "białym domem". Dlaczego? O tym musicie przekonać się sami, kiedy tam pojedziecie. Warto się u nich zatrzymać.

3 komentarze:

  1. Pięknie to napisałaś. Sighnaghi takie właśnie jest. Zapraszamy do naszego Peter's Guest House. Pozdrawiamy serdecznie.
    Celina i Piotr Wasilewscy

    OdpowiedzUsuń
  2. Gruzja bardzo przyjaźni się z Polską, więc na pewno są tam przemili ludzie. A co do miejsca: bardzo piękne. Może kiedyś tam pojadę... :) Bardzo mi się spodobał Twój blog, więc go obserwuję! Może tak wspólna obserwacja? Pozdrawiam i zapraszam do siebie! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że dzielisz się ze mną swoją opinią! To dla mnie ważne.

Facebook Favorites More

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Best Web Hosting Coupons